W ostatnim czasie o polskiej gospodarce media rozpisywały się obficie.

Najpierw na łamach portalu The New York Times ukazał się wielokrotnie cytowany artykuł wychwalający polską gospodarkę, następnie Central European Financial Observer, anglojęzyczny portal należący do Narodowego Banku Polskiego, opublikował tekst o dynamicznym rozwoju Europy Środkowej, w który koncentruje się nad nadwiślańskim sektorze usług biznesowych i przemysłu. Choć sytuacja polityczna wciąż wzbudza obawy inwestorów, to eksperci z optymizmem patrzą w przyszłość. Polska staje się w niej ekonomicznym liderem regionu.

Czytelnicy portalu New York Times z pewnością zdziwili się na wieść o tym, że nadbałtycki kraj niewiele większy od stanu Alaska ma szanse stać się przemysłową potęgą regionu. Jednak Ruchir Sharma związany z Morgan Stanley Investment Management widzi przyszłość Polski w jasnych kolorach. Amerykański ekonomista zwraca uwagę na dane o zwiększających się zarobkach mieszkańców nadwiślańskiej krainy i odważnie stawia tezy o szybkim rozwoju gospodarczym, który ma sprawić, że będzie ona mlekiem i miodem płynąca. Na pierwszy rzut oka takie predykcje mogą wydawać się odrealnione, jednak wszystko wskazuje na to, że z dystansu nasza gospodarka wygląda lepiej niż nam się wydaje. Zresztą Sharma ma na potwierdzenie swojej tezy twarde dowody. Jednym z nich jest sposób, w jaki Międzynarodowy Fundusz Walutowy definiuje rozwinięte gospodarczo kraje. Ich wspólnym mianownikiem jest dochód na jednego mieszkańca kształtujący się na poziomie 15 tys. dol. W Polsce, zaraz po obaleniu komunizmu w 1991 r. wskaźnik ten wynosił 2,3 tys. dol., a dziś kształtuje się on na poziomie niemal 13 tys. dol. Zawdzięczamy to nieprzerwanemu wzrostowi gospodarczemu, który wynosi średnio 4 proc. rdr. Szacuje się, że już w 2020 dochód na jednego mieszkańca Polski wynosić będzie 15 tys. dol., co da nam miejsce w prestiżowym gronie państw rozwiniętych ekonomicznie. Powodem do dumy może być również fakt, że nasza gospodarka pod względem wielkości w rankingu światowym plasuje się na 24 miejscu, co jest sporym osiągnięciem.

W pogoni za tygrysami
Zdaniem felietonisty New York Times, Polska ma szansę podzielić los azjatyckich tygrysów, takich jak − Korea Południowa czy Tajwan, które przez długi czas pozostawały niezauważone, aż do momentu, gdy ich wyniki zaczęły wprawiać w osłupienie. Dopiero wtedy okrzyknięto je gospodarczymi cudami Azji. Tyle, że nasza droga jest trudniejsza z powodu malejącego udziału przemysłu w światowej gospodarce. Poza Chinami istnieje niewiele państw zwiększających eksport. Są to m.in. Korea Południowa, Czechy i Polska. Z niską wartością złotego jesteśmy groźną konkurencją dla azjatyckich producentów i jeśli dobrze to rozegramy, to mamy szanse utrzeć im nosa. Przemysł, jak nic innego jest w stanie sprawić, że kraj w błyskawicznym tempie stanie się bogaty, a bezrobocie zmaleje. W wyścigu o pozycję na globalnym rynku warto zwrócić uwagę na działania, jakie podejmują najwięksi gracze. Chiny np. ruszyły niedawno z dziesięcioletnim programem „Made in China 2025”, wspierającym firmy w automatyzacji i wdrażaniu strategii Przemysłu 4.0. Pozwoli on Pekinowi rozwinąć nowe sektory gospodarki, a dzięki robotyzacji, zachować również te stare. Ponadto, Państwo Środka aktywnie szuka rynków zbytu dla swoich produktów. Stąd inicjatywa mająca na celu wskrzeszenie Szlaku Jedwabnego. Mimo licznych zapewnień o charakterze propagandowym, że wymiana handlowa ma mieć charakter obopólny, Pekin liczy przede wszystkim na zwiększenie eksportu. Przemysł jest silnikiem chińskiej gospodarki, a rząd robi wszystko by zapewnić mu paliwo. – Chińscy politycy rozumieją, jak duże znaczenie dla rozwoju przemysłu i utrzymania konkurencyjności mają nowe technologie. Stąd gigantyczne inwestycje wspierane przez program „Made in China 2025”. Chińscy przetwórcy wdrażają systemy ERP, Internet Rzeczy i nowoczesne narzędzia analityczne, a w ich fabrykach pojawia się coraz więcej robotów. Jeśli chcemy osiągnąć pozycję przemysłowego lidera regionu, to podobnie jak w przypadku Państwa Środka musimy postawić na gruntowną cyfryzację i robotyzację – uważa Piotr Rojek, dyrektor generalny w firmie DSR, dostarczającej zaawansowane rozwiązania informatyczne dla firm produkcyjnych.

W grupie siła
O sytuacji ekonomicznej nad Wisłą napisał również Central European Financial Observer, anglojęzyczny portal należący do Narodowego Banku Polskiego. Ignacy Morawski, autor publikacji pochyla się nad dynamicznym rozwojem gospodarczym Europy Środkowej. Rodzimy ekonomista zauważa, że wzrost produktu krajowego brutto w pierwszym kwartale 2017 r. ukształtował się na optymistycznym poziomie 4 proc., zwracając uwagę, że w dużej mierze przyczyniły się do tego tymczasowe czynniki cykliczne, takie jak np. zmiany w wydawaniu funduszy europejskich czy rosnący handel międzynarodowy. – Istnieje jednak strukturalna siła regionu w postaci firm, które coraz bardziej angażują się w globalny łańcuch produkcji – dodaje Morawski. Chodzi o łańcuchy zorganizowane głównie wokół niemieckich firm, które mimo skutecznej ekspansji oraz dominacji Berlina w regionie, nie występują w roli eksploratora naszego rynku. Są one raczej źródłem technologii, kapitału i rozwoju. Autor cytuje również ekonomistów Macieja Bukowskiego i Aleksandra Śniegockiego, którzy uważają, że głęboka integracja z najbliższym centrum przemysłowym jest kluczem do utrzymaniu szybkiego, długoterminowego wzrostu. W przypadku Polski takie centra zorganizowane są wokół Niemiec i Francji, jednak to nasi zachodni sąsiedzi odgrywają tu najważniejszą rolę.

Morawski zwraca również uwagę, że w globalny łańcuch produkcji zaangażowane są dwa sektory: przemysł i usługi biznesowe. Pierwszy jest bardziej umiędzynarodowiony, drugi natomiast posiada dużo większy potencjał do dalszego szybkiego rozwoju. W ostatnich latach państwa Europy Centralnej (Grupa Wyszehradzka i Rumunia) w błyskawicznym tempie włączone zostały w łańcuch produkcji skoncentrowany wokół niemieckich firm. Sektor przemysłowy pięciu państw z tego regionu dostarcza już globalnym niemieckim producentom towarów i usług podobną wartość co wytwórcy z Francji, Włoszech i Hiszpanii oraz niewiele więcej niż firmy pochodzące z USA. Europa Centrala ma być również ważniejsza niż Chiny i Indie razem wzięte. W przypadku usług biznesowych sprawy mają się inaczej. Europa Centralna wciąż pozostaje w tyle za Zachodnią i za Stanami Zjednoczonymi, gdzie sektor usług jest dużo bardziej rozwinięty. – Nie jesteśmy samotną wyspą. Nasz przemysł w dużej mierze zależny jest od zagranicznych koncernów i zewnętrznych rynków zbytu, a jego dalszy rozwój na satysfakcjonującym poziomie możliwy jest jedynie przy utrzymaniu dobrych relacji z zagranicznymi partnerami. Im więcej rodzimych producentów odnosić będzie rynkowy sukces z własnymi markami, tym bardziej niezależny będzie nasz sektor przemysłowy, jednak nigdy nie będzie on samowystarczalny. W dobie postępującej globalizacji musimy uczestniczyć w największych, międzynarodowych łańcuchach produkcji. Nie widzę innej drogi – uważa Piotr Rojek z DSR.
Artur Grynkiewicz, Prezes Zarządu Valmont Polska, również zwraca uwagę na wpływ kapitału zagranicznego na sytuację rodzimych producentów. Jego zdaniem, rozwój polskiego przemysłu opiera się na dwóch solidnych filarach. Pierwszy związany jest z ogromnym wzrostem inwestycji lokalnych firm, napędzanym funduszami inwestycyjnymi oraz rosnącym eksportem rodzimych produktów. – Zdecydowana większość funduszy unijnych dedykowana jest rozwojowi nowych technologii i uzyskaniu gwarancji opłacalności inwestycji. To solidny zastrzyk dobrze nakierowanych wydatków na rozwój przemysłu. Jego efekty można z przyjemnością obserwować zwiedzając lokalne polskie przedsiębiorstwa, które nie odstają technologicznie od podobnych firm zagranicznych – zauważa Grynkiewicz. Drugi filar wynika z nieprzerwanego napływu inwestycji zagranicznych do Polski, która od wielu lat jest najbardziej atrakcyjną lokalizacją w ujęciu FDI w naszym regionie. Wielkość inwestycji zagranicznych nad Wisłą szacuje się dzisiaj na blisko 750 mld PLN. Zagraniczne firmy otwierają w Polsce swoje najnowocześniejsze zakłady i niejednokrotnie to właśnie tutaj testują i rozwijają nowe technologie. – Te dwa filary stwarzają unikalną sytuację biznesową, gdzie nowoczesne i sprawnie funkcjonujące polskie przedsiębiorstwa przeplatają się z doświadczeniem i stabilizacją rozwiniętych firm zagranicznych. Ciekawy mix, który w długim okresie może ewoluować w kierunku tworzenia synergii, konsolidacji, a nawet dalszej ekspansji poza Polskę. Taka sytuacja nie bez powodu przyciąga uwagę wielu ekonomistów na świecie – dodaje ekspert.

Gonimy Europę
Tymczasem europejski przemysł przeżywa istny rozkwit. Nastroje wśród kadry menedżerskiej firm produkcyjnych ze starego kontynentu wskazują na bardzo dobrą koniunkturę w branży przemysłowej, która wpływa na poprawę nastrojów wśród menedżerów polskich spółek produkcyjnych. Indeks PMI dla polskiego przemysłu wzrósł w sierpniu o 0.2 pkt do poziomu 52.5, by miesiąc później zyskać dodatkowe 1,2 pkt. Wśród przyczyn dobrego nastroju ankietowani wymieniali najczęściej wzrost wielkości produkcji i liczby nowych zamówień pochodzących zarówno z rynku krajowego jak i z rynków zagranicznych. – Rosnący portfel zamówień przy ograniczonych możliwościach zwiększenia zdolności produkcyjnych spowodowały wzrost zaległości produkcyjnych i cen wyrobów gotowych. Polska w tym kontekście nie jest wyjątkiem na mapie świata. Globalny przemysł ma się dobrze i stale zwiększa poziom produkcji oraz zatrudnienia, głównie w Europie i Azji, ale także w Ameryce – mówi Maciej Zaręba z firmy DSR SA. O dobrym stanie polskiego przemysłu świadczy również wynik Giełdowego Indeksu Produkcji, który we wrześniu wzrósł o 3.6 pkt (0.31 proc. m/m) do poziomu 1160.4 pkt.

Czy dobra koniunktura w Europie wystarczy, by spełniło się proroctwo Ruchira Sharma z New York Times? Według Piotra Rojka jesteśmy na dobrej drodze, jednak wciąż potrzebujemy reform, które sprawią, że inwestycje w naszym regionie będą prostsze i bardziej opłacalne. – Uproszenie prawa gospodarczego i reforma podatkowa to ważne kroki na drodze do gospodarczego sukcesu. Nie możemy o tym zapominać. Istotną rolę pełnią również technologie informatyczne. Choć polskie firmy zainwestowały w nie w ostatnich latach znaczące środki, to analizując dane zagraniczne, jesteśmy jednym z krajów, które najwolniej wdrażają nowe rozwiązania. Bez nich niestety nie zwiększymy wydajności i nie zredukujemy kosztów produkcji, a to właśnie może uczynić nasz przemysł bardziej atrakcyjnym – uważa ekspert.

Źródło: Inplusmedia.pl